niedziela, 25 października 2015

#3

Cześć!

Niestety nie mam dla was dobrych wiadomości...

Jest mi bardzo ciężko, ale niestety jestem zmuszona zawiesić swojego bloga.
Jest mi z tym bardzo źle i czuję, że was zawiodłam, ale nie jestem w stanie dalej pisać z myślą, że coś już na początku poszło nie tak. Jest mi głupio z racji tego, że pojawiło się, co prawda dwa nędzne rozdziały, ale serio coś mi w nich nie pasuje.
Musicie wiedzieć, że wciąż czegoś brakuje mi w tym opowiadaniu. Mam nadzieję ze to naprawie i szybko znów moje opowiadanie pojawi się na tym blogu.
Tak wiec postanowiłam puki, co zawiesić bloga. Postaram się, co prawda by w szybkim tempie znów pojawiały się nowe ('stare') rozdziały.
Tak, więc proszę o wybaczenie. Jeśli jednak nie będziecie w stanie mi wybaczyć możecie rzucić na mnie Cruciatusa lub Avadę.


Zuzka

Ps. Jeszcze raz przepraszam!



wtorek, 29 września 2015

ROZDZIAŁ II

MAŁA KAWIARENKA 

Wiele mil stamtąd na obrzeżach Londynu pewna czarownica wpatrywała się w deszcz spadający z nieba. Ubrana w krótkie szorty i koszulkę (klik), siedziała na parapecie swojego okna a na jej kolanach gościła książka. W jej głowie znajdowało się kłębowisko myśli na temat tego, co ostatnio się stało w życiu jej najlepszego przyjaciela, który będąc dla niej jak brat cierpiał teraz z powodu utraty ojca chrzestnego.

Dziewczyna była tak pochłonięta swoimi myślami, że nie zauważyła nawet lecącej w jej kierunku małej sowy. Dopiero stukanie w okno przywróciło ją do rzeczywistości. Spojrzała w kierunku małej sówki i szybko wpuściła ją do środka. Pogłaskała ją po czubku jej małej główki i odwiązała mały liścik przy jej nóżce. Rozwinęła kartkę i przebiegła wzrokiem po starannym piśmie swojej przyjaciółki. Na jej twarzy od razu zagościł uśmiech.


Droga Hermiono!
Co powiesz ma małe spotkanie na Pokątnej? Wiesz tęsknię już za tobą. Było by wspaniale jakbyśmy się zobaczyły. A jeśli byś nawet chciała mogłabym zostać u ciebie na parę dni. Mama się zgodziła.
Odpisz szybko.

                                                                               Ginny

Ps. Fleur zamieszkała u mnie w domu, nie mogę z nią wytrzymać. 


Hermiona szybko zeskoczyła z parapetu i wzięła małą karteczkę ze stosiku na biurku. Odpisała szybko na wiadomość Panny Weasley i wypuściła sowę z odpowiedzią. Wpatrując się w odlatującego ptaka na jej twarzy wciąż gościł uśmiech.

- Kochanie wszystko w porządku?- Zapytała Jane Granger wchodząc do pokoju swojej córki z koszem świeżo wypranych ubrań.
Hermiona odwróciła się w kierunku matki wciąż się uśmiechając, po czym usiadła na swoim łóżku.
- Tak, właśnie dostałam widomość od Ginny i przyjedzie do nas na perę dni. – Powiedziała a widząc, że mama nic nie odpowiada szybko dodała - Chyba nie jesteś zła ze nie zapytałam Cię o zgodę.- Powiedziała dziewczyna.
- Skądże. Przecież wiesz, że Ginny jest u nas zawsze mile widziana.- Odparła Jane z uśmiechem.
- Tak wiem. Tylko znów nie zapytałam was o zgodę.- Powiedziała dziewczyna z lekkim wyrzutem do samej siebie.
- Kochanie przyzwyczaiłam się już, że sama decydujesz a mnie z tatą stawiasz przed faktem dokonanym.- Oznajmiła kobieta kładąc kosz na łóżku córki.
- Tak wiem, ostatnio o nic was nie pytam. – Przyznała – No dobrze, ale teraz idę się przebrać, bo autobus do Londynu mam za godzinę. – Powiedziała i pobiegła do łazienki.

Jane Granger pokręciła tylko głową, a na jej twarzy wciąż gościł uśmiech. Wciąż nie mogła zrozumieć skąd w jej córce jest tyle zapału i pewności we wszystko, co robi i co planuje. Ale właśnie przez to tak bardzo ją kochała i wiedziała, że na pewno poradzi sobie sama w tym wielkim świecie.



Dopiero późnym popołudniem słońce zagościło na londyńskim niebie, przez co dotąd puste ulice były teraz pełne ludzi.

Ginny Wesley siedziała przy jednym ze stolików w jednej z kawiarenek na Ulicy Pokątnej i wpatrzona była w nowy artykuł zamieszczony w 'Czarownicy'. Artykuł ten mówił o jej bracie i najlepszych przyjaciołach. Śledząc dokładnie każda linijkę tekstu coraz bardziej wątpiła w jego prawdziwość. W końcu kończąc czytać dany tekst zamknęła gazetę i pokręciła z pożałowaniem głową. Wzięła do ręki kubek z kawą i rozglądnęła się po pomieszczeniu. Panował tu wielki spokój przerywany cichym gwarek rozmów. Ginny znów sięgnęła po gazetę by przeglądać jej dalsze strony, gdy po kawiarni rozległ się dźwięk dzwonka.

Dziewczyna podniosła wzrok z myślą, że w drzwiach zobaczy swoją przyjaciółkę, ale niestety myliła się. Do pomieszczenia weszła dwójka chłopaków w podobnym wieku, co ona. Byli to uczniowie ze szkoły, do której także należała. Znała ich dość dobrze, ale wcale nie była to przyjazna znajomość, ponieważ należeli oni do innego i zarazem wrogiego domu.

Ginny znów przeniosła swoje spojrzenie na gazetę leżąca na stoliku i zachowała się tak, aby jej nie zauważyli. Kątem oka dojrzała, że siadają parę stolików dalej, po czym jeden z nich podchodzi do lady by zamówić coś do picia.

Brunet o ciemnych oczach złożył zamówienie i odwrócił się by rozejrzeć się po pomieszczeniu w poszukiwaniu kogoś znajomego. I wtedy też jego wzrok napotkał na swojej drodze dziewczynę o długich tak dobrze rozpoznawalnych rudych włosach. Ubrana była w kurtkę i sukienkę (klik) a pod stolikiem bez problemy dostrzegł jej długie zgrabne nogi. Na jego twarzy pojawił się krzywy uśmiech i spojrzał na swojego przyjaciela z tym chytrym błyskiem w oku. Szatyn posłał przyjacielowi pełne pożałowania spojrzenie i pokręcił ze zrezygnowaniem głową.
Brunet poprawił niedbale ręką swoje włosy i ruszył w kierunku Rudowłosej.

- Kogóż moje oczy widzą. Czyż to nie moja ulubiona Gryffonka. - Powiedział stając obok dziewczyny, która ani nie drgnęła.
Chłopak przyglądał się jej dokładnie i wyczekiwał, jakiej kolwiek reakcji z jej strony. Niestety, ale dziewczyna wcale nie wykazywała żadnego zainteresowania i potraktowała go jakby był niewidzialny.
- Halo ziemia do Wiewióry. Halo. Nie udawaj ze mnie nie słyszysz.- Powiedział.
 Gryffonka wciąż nie okazywała żadnego zainteresowania ciemnookim. Chłopak zaczął gorączkowo myśleć, co powiedzieć, aby dziewczyna w końcu coś powiedziała lub chociaż na niego spojrzała. I wtedy do głowy wpadł mu pewien pomysł, co powiedzieć.
- Dalej będziesz zgrywała niedostępna Weasley? I tak wszyscy wiedzą, że na mnie lecisz.- Powiedział z cwanym uśmiechem.
Słowa te podziałały na pannę Weasley jak nagłe uderzenie. Spojrzała na chłopaka z wściekłością w zielonych oczach.
- Odczep się ode mnie Zabini!- Krzyknęła na chłopaka a parę innych osób siedzących w kawiarni spojrzało w ich kierunku.
- Ohh ognisty temperament widzę.- Zaśmiał się chłopak.
- Mówiłam coś Zabini odczep się ode mnie.- Warknęła patrząc mu twardo w oczy.
- Weasley, Weasley - wypowiedział jej nazwisko kręcąc ze zrezygnowaniem głową. W tym momencie też usiadł szybko na miejscu bok niej i złapał mocno za jej rękę. - Musisz wiedzieć ze mi się nie rozkazuje i nie mówi, co mam robić. Jedyne, co możesz teraz zrobić to mnie poprosić o to bym był dla ciebie miły w tym roku szkolnym.- Powiedział patrząc jej prosto w oczy, które wypełnione były mieszaniną uczuć.
Ginny szybko opanowała wszystkie emocje i wyrwała chłopakowi rękę z uścisku.
- Zostaw mnie w spokoju Zabini.
- Nie mogę tego zrobić, ponieważ za bardzo cię lubię gnębić Weasley. I wiesz muszę mieć jakieś zajecie przez ten rok szkolny. – Powiedział z wrednym uśmieszkiem.

Ginny otwierała już usta by coś powiedzieć, gdy po pomieszczeniu znów rozległ się dźwięk dzwonka. Dziewczyna spojrzała w tamtym kierunku i westchnął z ulgą, bo do kawiarni weszła jej przyjaciółka. Blaise spojrzał na swojego przyjaciela i zauważył, że przygląda się on nowo przybyłej osobie. Wzrok Blaisa także powędrował w kierunku drzwi i nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
Szatynka z niegdyś szopą włosów na głowie weszła do kawiarni z uśmiechem na twarzy. Ubrana była w szorty, koronkową koszulkę i sweter (klik) a parę osób znajdujących się w pomieszczeniu dokładnie zlustrowało ją wzrokiem. Dziewczyna rozglądała się po kawiarni w poszukiwaniu swojej przyjaciółki. Gdy w końcu dojrzała swoją Rudą przyjaciółkę ruszyła w jej kierunku.

- Hey Ginny. – Przywitała się z uśmiechem, ale widząc, kto siedzi obok dziewczyny jej uśmiech zszedł z twarzy.
- Hey Hermiono.- Odparła Ginny.
- Cześć Granger. Tylko nie udawaj, że mnie tu nie ma tak jak zrobiła to Wiewióra. – Oznajmił Blaise.
- Zabini miałeś się odczepić.- Warknęła Ginny.
- A ty miałaś być miła.- Odwarknął.
- Ginny może zmienimy lokal, co?- Zaproponowała Hermiona.
Starsza z Gryffonek wiedziała, że przebiegły Ślizgon nie odpuści Rudej, więc postanowiła interweniować.
- To świetny pomysł Herm. Znajdziemy inna kawiarnię, w której nie ma takich dupków.- Powiedziała Ruda, a ostatnie słowo wypowiedziała patrząc prosto w oczy Blaisa.
- Uważaj sobie Weasley.- Powiedział Ślizgon.
- Ginny chodźmy.- Powiedziała Hermiona chcąc jak najszybciej zakończyć spotkanie przyjaciółki z brunetem.
Ginny wstała od stołu i zabrała wszystkie swoje rzeczy.
- Do zobaczenia w pociągu Wiewióro.- Zawołał Blaise za dziewczyna.
Młodsza z Gryffonek pozdrowiła chłopaka swoim środkowym palcem i razem z przyjaciółką ruszyła do wyjścia.
- Wszystko dobrze Ginn?- Zapytała Hermiona.
- Tak jasne.
- Wiesz może pójdziemy do...
- Wszystko jedno gdzie pójdziemy tylko oby jak najdalej od tego debila.- Przerwała Hermionie Ginewra, która wciąż była poddenerwowana całą sytuacją.

Hermiona, która była już przy drzwiach miała zamiar złapać za klamkę, gdy nagle drzwi otworzyły się i do lokalu prawie, że wbiegł blond włosy chłopak. Mimowolnie wpadł on w Hermionę, która niczego się nie spodziewając zachwiała się i upadła na stojący nieopodal stolik.

 - Hermiona wszystko dobrze? - Zapytała szybko Ginny.
- Uważaj jak chodzisz Szlamciu.-  Powiedział chłopak, który wpadł w dziewczynę.
Hermiona podniosła głowę i spojrzała na chłopaka wrogim i wściekłym wzrokiem.
- Malfoy ty podła biała fretki uważaj jak chodzisz.- Powiedziała wściekła.
- Czyżby Panna-Wiem-To-Wszystko miała słabe nerwy? Żebyś tylko kogoś nie opluła swoim szlamem, gdy będziesz rozładowywać swoją wściekłość.
- Uważaj ty zapatrzony w swoją blond grzywkę parszywy arystokrato, bo jeszcze się okaże, że to ty utoniesz w szlamie.- Odpowiedziała ze złością.
Chłopak dokładnie się jej przyglądał i coś mu nie pasowało. Czyżby Granger zaczęła mu się stawiać? Jego oczy wciąż wpatrywały się w jej, a mózg analizował to, co może powiedzieć.
- Przesuń się Granger.- Powiedział zimnym tonem i znów pchnął ją na stolik.
Dziewczyna osunęła się na stolik, ale nie poczuła tak mocnego uderzenia jak za pierwszym razem.
- Ginny wychodźmy stąd i to jak najszybciej.-Powiedziała i wspólnie opuściły lokal.

W tym czasie Dracon zdążył już dołączyć do stolika swoich przyjaciół. Zajął jedno z wolnych miejsc i rozłożył się na nim wygodnie.
- Niezła pokazówka Smoku.- Powiedział Blaise z cwanym uśmiechem.
- To nie była pokazówka tylko ta Szlama znów weszła mi w drogę.
- Z tego, co widziałem to w nią wpadłeś.- Dodał Szatyn.
- Widziałeś Theo, że stała dokładnie w przejściu. A zresztą to tylko Kujonica Granger i jej Ruda przyjaciółeczka. Zmieńmy temat. Nie po to się tu spotkaliśmy by rozmawiać o kimś takiego pokroju jak one.- Powiedział zirytowany Blondyn.
- Więc jak tam Black? Zadowolony po ostatnim spotkaniu?- Zapytał Blaise, na którego twarzy wciąż tkwił cwany uśmiech.
- Wiesz wolałby żebym zginął i nie stawał mi już więcej na drodze.- Oznajmił.
- No tak przecież przez ciebie nie może być w 100% ulubieńcem twojego starego.
- I tak już nim jest.- Oznajmił Dracon. - A wy jak się trzymacie?
- No wiesz siniaki już zniknęły. Nie jest źle. A wiecie, że… - Powiedział Blaise.
Zabini zaczął opowiadać coś związanego z ostatnią imprezą, na której był, ale niestety żaden z jego przyjaciół nie słuchał go. Draco przyglądał się Theodorowi, który chodź zawsze był bardzo skryty a teraz zastanawiał się nad czymś intensywnie.
- No i ten… - mówił dalej Blaise.
- Theodorze, dlaczego się nie odzywasz?- Zapytał Draco przerywając Blaisowi.

Theodor spojrzał na niego nieobecnym wzrokiem. Od tygodni w jego głowie panowało zamieszanie, przez co tracił kontakt z rzeczywistością. Wiedziała, że w końcu będzie musiał powiedzieć o wszystkim przyjaciołom i prosić ich o radę na męczący go temat, ale nie mógł zebrać się w sobie by im to powiedzieć. Szatyn westchnął ciężko i ze zrezygnowaniem przejechał ręką po sowich włosach.

- Muszę wam o czymś powiedzieć.- Oznajmił.
Blaise i Draco wymienili się porozumiewawczymi spojrzeniami i kiwnęli głowami w potwierdzeniu, że słuchają.
- Mój ojciec wysłał mi list.- Wyznał.
- I co w związku z tym? Chce dostać kosz z owocami do Azkabanu?– Zapytał z drwiną Blaise.
Theodor spojrzał na niego jak na idiotę i przewrócił teatralnie oczami. Po czym odchrząknął i zaczął mówić dalej.
- Napisał mi, że muszę zając jego miejsce w Szeregach Czarnego Pana. Dostał wiadomość, że planują atak na Azkaban by ich wyciągnąć i chce żebym był już w szeregach jak wyjdzie.- Powiedział utkwiwszy wzrok w swoim kubku z kawą.
- Jeśli tego nie zrobię jak będzie już wolny będę martwy a razem ze mną Olivier.- Powiedział, gdy żaden z jego przyjaciół nic nie powiedział.
Zapadła między nimi głucha cisza a z każdej strony słyszeli tylko dźwięk cichych rozmów i chichotów. Każdy z nich analizował słowa, które nie dawno padły.
- Ja pierdole. Czy wasi starzy są nienormalni? – Powiedział Blaise a przyjaciele spojrzeli na niego z szokiem w oczach.
- Dają wam jakieś gówniane ultimatum. Albo wstąpisz albo jesteś martwy a wraz z tobą ktoś, na kim ci zależy. To jest chore.- Powiedział oburzony Blaise.
Cała ta sytuacja z Theodorem nie różniła się od sytuacji, w której był Draco niespełna pare dni temu. Obaj mieli trudne życie nie to, co Blaise, który nie miał ojca.
Pomiędzy chłopakami zapadła cisza.
- Też wstąpię w szeregi tego tyrana. – Oznajmił Blaise.
Draco z Theodorem znów spojrzeli na niego. Nie mogli zrozumieć, dlaczego ten idiota chce to zrobić. Przecież wcale nie musiał. Oni nie mieli wyboru a Blaise miał.
- Czy ty wiesz, na co chcesz się zgodzić Blaise? Nie bądź większym idiotom niż jesteś.- Poradził mu Draco.
- Chcę siedzieć w tym gównie z wami. Przecież zawsze jesteśmy razem.- Oznajmił pewny swego.
- Blaise zastanów się. Zniszczysz sobie tym życie. A co powie na to twoja matka. Nie będzie zadowolona z twoich poczynań.- Rzekł Draco chcąc jakoś przekonać bruneta o złej decyzji.
- Trudno. Nie zostawię was z tym. Zawsze byliśmy we trzech. Zawsze pakowaliśmy się razem w kłopoty i zawsze razem z nich wychodziliśmy. A teraz was w tym nie zostawię nie będę aż tak podłą świnią.- Powiedział pewnie Blaise krzyżując ręce na piersi jak obrażone dziecko.
Draco z Theodorem zastanawiali się jak odwieść Blaisa od jego decyzji, ale niestety wiedzieli, że przyjaciel nie zmieni swojej decyzji. Westchnęli obaj ze zrezygnowaniem.
- Tak, że postanowione.- Powiedział Blaise pocierając dłonie – Może pójdziemy napić się ognistej? Nie chce mi się już tu siedzieć.


______________________________________________________

Cześć!

Wiem, wiem, że rozdział miał pojawić sie wcześniej ale niestety wciąż mi coś w nim nie pasowało więc z racji tego ulegał ciągłym poprawką. 
Sama nie wiem czy jestem z niego obecnie zadowolona i czekam na wasze opinie. 

Zakładka BOHATEROWIE również jest już dostępna i serdecznie do niej zapraszam. 

Zuzka 

czwartek, 20 sierpnia 2015

ROZDZIAŁ I

TAJEMNICZA SZKATUŁKA

Dobiegała północ. Noc była chłodna i mglista a na niebie nie można było dostrzec ani jednej gwiazdy. Jedynie księżyc rozświetlał panujący w koło mrok. Ulice małego miasteczka były już opustoszałe a panująca cisza przerywana była cichym skrzypieniem jednej z huśtawek.

Nagle rozległo się ciche pyknięcie i na małym rynku niedaleko pomnika pewnego angielskiego poety pojawiła się znikąd zakapturzona postać. Kaptur zsunął się z głowy przybysza i jego blond włosy targane były teraz przez wiejący wiatr. Padające światło księżyca oświetliło mimowolnie jego twarz. Przybysz okazał się być nastoletnim chłopakiem chodź nazwać go można również już młodym mężczyzną. Blond włosy chłopak rozglądał się dokładnie, aby ocenić sytuację, w jakiej się znalazł. Podsunął rękaw szaty i spojrzał na zegarek znajdujący się na jego ręce.

Północ. Był jak zawsze punktualnie, ale osoby, która miała się z nim spotkać wciąż nie przybyła. Zaczął powoli się niecierpliwić. Jego umysł rozmyślał już nad tym, czy trafił w dobre miejsce. Znienacka usłyszał zbliżające się kroki w pobliskich małych i ciemnych uliczkach. Sięgnął ręka do kieszeni swojej szaty i złapał za magiczny patyk, aby w razie potrzeby zaatakować.  W chwili, gdy podniósł wzrok osoba idąca z uliczki na przeciwko niego wyszła z mroku.

Osoba, z która miał się spotkać. Szkła pewnym siebie sprężystym krokiem. Na głowie również miała założony kaptur, więc nie mógł dostrzec wyrazu jej twarzy. Chłopak zelżył uścisk na ręce trzymanej w kieszeni. Wpatrywał się w przybysza pewnym siebie wzrokiem. Kątem oka dojrzał druga postać, która teraz dołączyła do osoby na przeciwko. Obie postacie zsunęły kaptury z głów. Byli to młodzi mężczyźni. Jeden miał około 20 lat a drugi koło 18 lat. Starszy posiadał kruczoczarne włosy, które opadały mu na czoło zasłaniając przy tym niebieskie oczy. Drugi zaś także posiadał ciemne włosy i ciemno brązowe przenikliwe oczy. Niebieskooki spojrzał twardo na chłopaka, gdy stanęli jakiś metr przed sobą.

- Masz to?- Zapytał bez przywitania.
- Mam. – Odparł blondyn.
Przybysz podszedł bliżej do chłopaka i spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem i podejrzeniem w niebieskich oczach.
- Gdybym tego nie miał nie było by mnie tu Black.- Dodał blondyn z wyższością.
- No tak pewnie gdybyś tu nie dotarł byłbyś trupem Malfoy. Ale jednak było łatwo, bo żyjesz.- Powiedział niebieskooki z pogardą.
- Skoro tobie się udało wykonać swoje zadanie musiało być i tak łatwiejsze od mojego.- Zripostował chłopak.
- Cóż za pewność siebie Draco, żeby cię przypadkiem nie zgubiła.- Warknął.
- Nie martw się Aaron poradzę sobie.
- Dobra nie przeciągajmy tego. Oddaj mi szkatułkę.- Zażądał.
- Może spokojniej, co Black. – Powiedział Draco sięgając do kieszeni swojej szaty.
  
Wyjął z niej różdżkę i machnął nią dwa razy. Wtem w jego rękach pojawiła się duża drewniana szkatułka. Była ona wykonana z ciemnego drewna a na jej wieku widniał herb jednego z założycieli Hogwartu. Draco podał Aaronowi szkatułkę.
Młody mężczyzna wziął ją w swoje ręce i otworzył ostrożnie wieko. I tak jak było powiedziane w środku znajdowała się puchar Helgi Hufflepuff, przedmiot, który tak bardzo jest potrzebny Czarnemu Panu.

- Nie wiedziałem, że musisz zabierać ze sobą pomocników by odebrać jedna rzecz.- Powiedział Dracon.
Black spojrzał na niego złowrogo zamykając przy tym wieko szkatuły.
- Nie wierzyłem w ciebie kuzynie.- Powiedział Black puszczając wcześniejsza uwagę mimo uszu.
- Jesteś człowiekiem małej wiary.
- Jeśli chodzi o niewyszkolonych czarodziei takich jak ty to jak najbardziej.- Oznajmił.
- Czyli jak zwykle się myliłeś? To straszne.
- Tak straszne. Ale podzielisz się może wraz ze mną informacja jak udało ci się to zdobyć.
- Wybacz, ale to jest informacja ściśle tajna. I nikt nawet ty nie dowie się jak mi się tu udało. - Powiedział Draco.
- Malfoy i tak się dowiemy jak to się stało.- Powiedział drugi młody mężczyzna, który dotąd nie zabierał głosu.
Draco spojrzał na niego. Jego umysł znów nawiedziły obrazy sprzed niespełna paru godzin wcześniej.



Był znów deszczowy londyński poranek blond włosy chłopak stał oparty o jedną ze ścian starego budynku i obserwował uliczny ruch. W jego głowie kłębiły się tysiące myśli o tym, co miał dziś dokonać. Miał misję, dzięki której miał wstąpić w szeregi Czarnego Pana. Ale misja ta chodź na pierwszy rzut oka wydawała się łatwą do załatwienia akcją wcale taką nie była.

Po pierwsze należało zdobyć pewną szkatułę, której zawartość do niego wydaje się wcale nie ważna. Po drugie dostarczyć ją należy w odpowiednie miejsce przed upłynięciem 24 godzin. I najgorsze odnaleźć ją, a jedyną informacją na temat jej położenia było to, że znajduje się w Wielkiej Brytanii. I na tym koniec.

Dlatego jego umysł był pełen obaw. Wiedział, że albo wykona zadanie albo czeka go szybka śmierć. Wóz albo przewóz. Dlatego też czekał teraz na tej ulicy na jedyną osobę, która mogła mu pomóc chodź w odnalezieniu szkatuły. Jego spojrzenie znów obiegło ulicę.

I wtedy dostrzegł swojego ‘wybawcę’. Szedł w długim czarnym płaszczu a na głowie założony miał kapelusz. Gdy był już w odpowiedniej odległości kiwnął głową na chłopaka, aby poszedł za nim. Weszli wspólnie do jednego z pobliskich barów, którego wygląd wcale nie zachęcałby wejść do środka i zajęli stolik w najcenniejszym kącie pomieszczenia.

- A więc czego się dowiedziałeś? - Zapytał niebieskooki.
- Szkatułka znajduje się na obrzeżach Londynu.- Oznajmił mężczyzna.
 Chłopak spojrzał na mężczyznę z wyczekiwaniem na dalszą dawkę informacji.
- Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że to wszystko, co wiesz.
- Wiem jeszcze tyle, że posiada ją pewna bardzo wypływowa rodzina.
- Jak się domyślam krewni. - Powiedział chłopak.
- Zgadza się. Problem w tym, że jest to stary ród czarodziei a ich dom jest większy od twojej posiadłości, co wydaje się nie możliwe, ale jednak.
- Czyli cała trudność polega na tym, że mam wejść do środka i zabrać szkatułę. Do prawdy Severus'ie myślałem ze to będzie coś trudniejszego.
- To nie jest proste zadanie Draco. Proponuję ci żebyś kogoś ze sobą zabrał. Tylko nie Crabbe ’a i Goyle’a bo są idiotami i tylko ci zaszkodzą. Zabierz ze sobą Zabini'ego i Nott'a to twoi przyjaciele pomogą ci i nikomu o tym nie powiedzą. 
Draco spojrzał nie pewnie na Snape'a i starał się zrozumieć, co mogło być trudnego w tym zadaniu.
- Dobra wezmę ich. Podaj mi nazwisko tego rodu.
- Rothschild. - Powiedział Severus a wyraz twarzy Dracona zmienił się szybciej niż profesor Hogwartu przewidywał.
- Co? Krewni Helgi Hufflepuff? Ktoś w  ogóle z tego rodu jeszcze żyje?- Zapytał zdziwiony.
- Tak żyje. Co prawda jest najstarszy z rodu, ale żyje.
- Skoro jest stary będzie jeszcze łatwiej.
- Nie będzie. Widzisz stary Wilhelm słyną z hodowli nietypowych roślin i zwierząt.
- Co chcesz powiedzieć przez słowo 'nietypowych’?- Zapytał podejrzliwie. 
- Bawił się w tworzenie nowych odmian.
- Czyli bawił się w twórcę świata roślin i zwierząt. Zawsze wiedziałem, że Puchoni są dziwni.- Rzekł zakładając ręce na piersi.
- Tak, więc nie mam pojęcia, co możecie spotkać w posiadłości.- Oznajmił Severus.
- Dam radę.- Zapewnił pewny siebie Draco.
- Tylko pamiętaj, że jeśli ci sie nie uda Czarny Pan nie będzie wyrozumiały. - Ostrzegł go Profesor.
- Musisz pamiętać, że jestem ślizgonem i znam sie na intrygach i planowaniu.- Dopomniał się chłopak.
- Powinieneś wiedzieć, że Czarny Pan sam ukrył tę szkatułkę wśród krewnych Helgi.
- To po jaką cholerę każe mi teraz to odzyskać?
- Jest to dla niego bardzo ważna rzecz. I więcej na ten temat już nie powinieneś wiedzieć. - Rzekł Severus.
Dwójka mężczyzn patrzyła na siebie z twarzami pozbawionymi wszelkiego wyrazu. W końcu młodszy z nich wstał i zaczął zakładać swoją kurtkę.
- Draco tylko uważaj i myśl racjonalnie. - Poradził mu ojciec chrzestny.
- Jasne. - Odparł chłopak, po czym udał się do wyjścia.



A teraz stał tutaj po wykonanym zadaniu chodź tak jak powiedział Severus nie było łatwo. Szalony Wilhelm Rothschild zapewnił swojej posiadłości bardzo czujną i groźna ochronę. Draco był pewny ze przyjaciele nie będą mu mieli za złe, że są cali poobijani i pokaleczeni. W krańcu Theodor stracił tylko prawie rękę a Blaise życie. Bywali w gorszych tarapatach i jakoś każdy dalej żyje.

Dracon wrócił do teraźniejszości i znów spojrzał na ciemnookiego.
- Czyżby Karkarow. A od kogo się dowiesz? Bo ja ci tego nie powiem.
- Mam swoje sposoby by się dowiedzieć.- Odparł ciemnooki.
Draco patrzył uważnie na dwóch młodych mężczyzn.
- Hmm...- zaczął zastanawiać się blondyn - Może twój Ojciec ci powie. A nie poczekaj ukrywa się jak tchórz od paru miesięcy.- powiedział z kpiną.
Młody Karkarow już otwierał buzię by coś powiedzieć ale blondyn znów zabrał głos.
- Pewnie Czarny Pan ci powie przy szklance whisky. - zadrwił Draco - Nie ośmieszaj się Alexandrze.
Karkarow zrobił krok w przód i zacisnął dłonie w pięści.
- Nie bądź taki pewny siebie Malfoy. - Warknął.
- Dobra nie przeciągajmy tego jakże miłego spotkania. - Powiedział Draco i odwrócił się z zamiarem odejścia.
- Twoja matko powiedziała, że jak zakończysz test masz wracać do domu a nie zostawać w tym obskurnym mieszkaniu w Londynie. - Zawołał za nim Aaron.
Draco przystanął i spojrzał na kuzyna z krzywym uśmiechem.
- Taa jasne. Może innym razem. A teraz wybacz, ale zakończyłem to, co miałem do wykonania.- Oznajmił Dracon odwracając się znów w kierunku jednej z uliczek, gdzie zniknął pochłonięty w jej mroku.
Dwóch młodych mężczyzn stało dalej nieopodal pomnika i wpatrywali się w miejsce gdzie zniknął Malfoy.
- Chyba już wszystko zrobiliśmy Black. Szczerze spodziewałem się większych fajerwerków.
- Uwierz mi liczyłem, że ten istota wróci ze złamaną ręką lub naga a nie cały i zdrowy.- Oznajmił.
- Widocznie twój kuzyn nie jest taki beznadziejny, jak mówiłeś. Idę się napić. Jakbyś chciał do mnie dołączyć jestem w tym barze, co zawsze.- Oznajmił Alexander i teleportował się z cichym pyknięciem.

Aaron Black wciąż stał przy pomniku i wpatrywał się w księżyc. Trzymając w swojej ręce szkatułkę zastanawiał się jak Dracon'owi udało się ją jednak zdobyć. Był pewny, że ktoś mu w tym pomógł, gdyż jego kuzyn miał 17 lat i nie byłby w stanie sam tego dokonać. Ale trudno udało mu się, to było niemożliwe, ale jednak.

Młody Black otrząsnął się po chwili ze swych myśli i schował dokładnie szkatułę. Po czym tak jak młody Malfoy i swój przyjaciel zniknął tak jak się pojawił.


______________________________________________________

Cześć!

I tak oto jest pierwszy ROZDZIAŁ. Zakładka BOHATEROWIE już niedługo pojawi sie na blogu.
Mam nadzieję, że wam się chodź trochę spodoba i będziecie ciekawi dalszych rozdziałów.

Zapraszam!

Zuzka 

niedziela, 16 sierpnia 2015

#2

Cześć!

Na blogu opublikowana zostanie już w przyszłym tygodniu nowa zakładka BOHATEROWIE oraz PIERWSZY ROZDZIAŁ.

Zapraszam was już teraz bardzo serdecznie do czytania i komentowania.

Mam nadzieję, że wam sie spodoba.

Zuzka



piątek, 7 sierpnia 2015

PROLOG

Co robię z samego rana?
Nie śpię.
Analizuję.
Omawiam wszystko, co się wydarzyło.
Wszystkie wspomnienia napływają na mnie jak wezbrane morze na piaszczystą plażę.
Analizuję swoje błędy.
No, bo w końcu wszyscy je popełniamy.
Chodź mamy najlepsze intencje jak trzymanie czegoś w tajemnicy, by kogoś chronić.
Albo chcemy oddalić się od osoby, którą się staliśmy.
Ale żaden błąd nie zdarza się bez powodu.
Spójrzmy teraz na innych ludzi tego świata.
Podobno widzą to, co chcą zobaczyć.
Niektórzy robią krok w tył i widzą ten sam obraz, co wiele lat temu.
Inni widzą, że padli ofiarą własnych kłamstw i nie mogą się z tego wyplątać.
Pozostali uciekają, aby samych siebie nie widzieć.

A co robię ja?

Wspominam.
Moja pamięć sięga czasów, gdzie wszystko się zaczęło i zarazem skończyło.
Sięga czasów gdzie odzyskałem wolność.
Sięga czasów gdzie dobro i zło gościło na początku dziennym.
Sięga czasów gdzie moje błędy i kłamstwa zlewały się ze sobą w jedną całość.
Sięga czasów gdzie nienawiść i miłość łączyły się ze sobą jak para kochanków.
Sięga czasów gdzie tajemnicza dziewczyna nauczyła mnie, czym jest życie.
Sięga czasów gdzie moje poświęcenie dla jej dobra okazało się zgubne dla mnie.

I tak oto jestem.

Odmieniony, lepszy, pewny siebie, rozpamiętujący to, co się wydarzyło niespełna parę miesięcy temu.
Wspominający to, co przeżyłem, co dokonałem i co poświęciłem.
Spoglądam na panoramę mojego miasta.
Pada deszcz, a jego krople moczą wszystko, co napotkają na swej drodze.
A ja wciąż wspominam to, co się stało i rozmyślam jak mogłem to rozegrać.
No, bo nikt nie kazała mi wybierać tym razem.
Sam wybrałem.
Wybrałem to, co było dla niej najlepsze.
Ale tym samym zniszczyłem coś innego …

Samego siebie. 

czwartek, 6 sierpnia 2015

#1

Cześć!

Oto jest i kolejny blog o tematyce DRAMIONE.

Mam nadzieję że was nim nie zanudzę i przynajmniej część z was będzie rzucać okiem na moje opowiadanie.

Oficjalnie pierwszy post powinien pojawić sie juto, a już dziś możecie zajrzeć do zakładki HISTORIA (klik) i tam zaczerpnąć paru informacji o opowiadaniu.

A teraz nie zostaje mi nic innego jak zaprosić was na pierwsze rozdziały.

Tak, że serdecznie zapraszam i zachęcam do komentowania.

Zuzka

ps. Uwagi mile widziane.
Oreuis bajkowe-szablony